Trochę historii
Templariusze po rozwiązaniu Zakonu
- Szczegóły
- Nadrzędna kategoria: Różne
- Kategoria: Trochę historii
- Opublikowano: poniedziałek, 17, styczeń 2011 18:27
- Arrima
Być może zainteresowała Was historia Zakonu Templariuszy, którą w zarysie przedstawiła nam Arrima. Dzisiaj publikujemy kolejny jej artykuł, który spina klamrą Historię Zakonu i próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie, co stało się z Templariuszami po kasacie Zakonu.
Wydawać by się mogło, że temat Templariuszy wyczerpałam już opisując historię Zakonu i legendy jakie wokół niego narosły. Ale ostatnio zdałam sobie sprawę, że niewiele wiemy o tym, co stało się z Templariuszami, gdy Zakon przestał istnieć. To, do czego można dotrzeć, jest również mieszanką faktów, domysłów i legend.
Same represje wobec członków Rycerzy Świątyni nie spowodowały, że zaczęli oni masowo porzucać święcenia kapłańskie i łamać przysięgi zakonne. Zresztą, tak naprawdę z powodu tortur i prześladowań, zginęło ich naprawdę niewielu. Jasnym jest, że najostrzej potraktowano ich we Francji i w Państwie Watykańskim w Rzymie. Tam, nie tylko aresztowano Tempariuszy, ale poddano ich torturom, na których przyznali się do herezji, bluźnierstw, kontaktów z niewiernymi, satanistycznych orgii i wielu innych zbrodni przeciwko Jezusowi i wierze. Dało to pretekst do rozwiązania Zakonu. Nie od dziś wiemy, że na torturach człowiek zwykle przyznaje się do wszystkiego, aby uniknąć cierpienia fizycznego, bądź psychicznego. We współczesnych państwach szanujących prawa człowieka, metoda ta uważana jest za niemiarodajną w pozyskiwaniu informacji od więźniów, którzy już na samym procesie karnym, przed sądem, odwołują tak zdobyte zeznania. Tak też było z Tempariuszami. Sam Wielki mistrz zakonu Jakub de Molay odwołał swoje zeznania wyjawione pod wpływem tortur, podpisując w ten sposób na siebie wyrok śmierci. Wraz z preceptorem Normandii Geoffroi de Charnay, który również sprzeniewierzył się oprawcom, został spalony na stosie w Paryżu - 18 marca 1314 roku. Pod samym Paryżem spalono tylko 54 templariuszy spośród tych, którzy podjęli się obrony zakonu.
W innych krajach, do większych represji nie doszło, cześć z oskarżonych uniewinniono po złożeniu wyjaśnień, tylko niektórych skazano na długoletnie więzienie. Tak było w Anglii, czy w Italii poza Państwem Kościelnym, gdzie same procesy prowadzone pod naciskiem Papieża, wlokły się i ślimaczyły. W Niemczech Templariusze sami zjawili się pod bronią w sądzie inkwizycyjnym arcybiskupów Moguncji i Trewiru, protestując przeciw fałszywym oskarżeniom. Na Cyprze, oficjalnej siedzibie zakonu, Templariusze bronili się około miesiąca pod wodzą marszałka zakonu Ayme de Oselier. W czerwcu 1308 roku musieli się poddać i zostali aresztowani. Skarbu zakonu, który powinien znajdować się w głównej siedzibie, nie odnaleziono do tej pory. Nie mamy też żadnych informacji o prześladowaniach Templariuszy w Polsce, którzy po rozwiązaniu ich zakonu, wstąpili do Zakonu Joannitów.
W Hiszpanii Templariusze aragońscy przeszło pół roku bronili się w swoich zamkach, oblegani przez wojska króla Jakuba II. Miał on wielką ochotę pójść śladem króla Francji Filipa i zatrzymać zajęte dobra, aby powiększyć nimi dochody królewskie. Niestety sprzeciwił się temu sam papież. Władca Aragonii nie chciał przekazać majątku Joannitom, obawiając się nadmiernego wzrostu ich potęgi i znalazł inne rozwiązanie. Utworzył nowy Zakon - Rycerzy z Montesa. Nazwa pochodziła od siedziby tego zakonu, dawnego zamku Templariuszy w Montesa. Jakub II przekazał im wszystkie skonfiskowane dobra Templariuszy. Papież Jan XXII zatwierdził zakon w 1317 roku, a ten przyjął regułę cysterską taką jak Templariusze i został podporządkowany Rycerzom z Calatrava. Zakon z Montesy rozwijał się szybko. W 1317 roku do zakonu przeszli rycerze z zakonu mercedarianów, a w 1400 roku przyłączony został zakon św. Jerzego z Alfamy. W 1587 roku zakon został wcielony do korony aragońskiej.
W Portugalii Zakon Templariuszy miał kilka zamków i duże posiadłości, a mistrzowie prowincjonalni zachowywali dobre stosunki z monarchią i nie kwestionowali zwierzchności królów nad rycerzami zakonnymi. Ten stosunek Templariuszy portugalskich do władzy państwowej był czymś wyjątkowym w zakonie, ale to on ocalił Zakon. Dzięki temu przetrwali oni lata wielkiego kryzysu. Król Dionizy I (1279-1325), jeden z najwybitniejszych władców średniowiecznej Portugalii, sprzeciwił się kasacie Templariuszy w swoim państwie i przekształcił ich w nowy Zakon Rycerzy Chrystusa, zatwierdzony ostatecznie, jak Zakon Rycerzy Montesa w Aragonii, przez papieża Jana XXII w 1319 roku.

Ustalono więc, że majątek zakonu Templariuszy z wyjątkiem dóbr w Hiszpanii, zostanie przekazany Zakonowi Joannitów. Pewna część Templariuszy wstąpiła też w szeregi tego zakonu. We Francji, gdzie majątkiem zdelegalizowanego zakonu zarządzali urzędnicy królewscy, po kilku latach niewiele z niego zostało. Król zresztą nie spieszył się z przekazywaniem dóbr Templariuszy Kościołowi. Czerpał dochody z wielu posiadłości, traktując to jako zapłatę za koszty procesu. Zażądał również od Joannitów 200 000 funtów turoneńskich odszkodowania za utratę rzekomego depozytu królewskiego, złożonego u Templariuszy. Te spory majątkowe króla Francji z Joannitami ciągnęły się jeszcze długie lata.
I tu można by zakończyć historię Templariuszy uważając, że w większości zostali oni wchłonięci przez Joannitów, lub dożyli swoich dni w spokoju, w nowych zakonach, gdyby nie mały szczegół. Portugalski Zakon Rycerzy Chrystusa w momencie założenia, w całości rekrutował się z Templariuszy. Przejął bezpośrednio całą spuściznę tego zakonu, regułę cysterską dostosowaną do zadań militarnych, ich majątek, wszystkie dokumenty i całą wiedzę Templariuszy. Główną siedzibę Zakon Rycerzy Chrystusa miał początkowo w Castro Marim, a następnie w 1357 przeniesiono siedzibę do dawnego głównego zamku portugalskich templariuszy w Tomarze – do tamtejszego Klasztoru Zakonu Chrystusa. Największą atrakcją dzisiejszegoTomaru jest pochodząca z XII w. Charola, zwana też Absydą Templariuszy lub Rotundą. Przypomina ona bardziej miejsce okultystycznych praktyk niż typowo chrześcijański kościół. Zbudowano ją na planie centralnym, a ołtarz znajduje się na samym jej środku. Wiele wskazuje na to, że zakonnicy uczestniczyli w mszy, siedząc na koniach.

Zakon stał się szybko rodzajem gwardii przybocznej władców Portugalii. Rycerze zakonni składali przysięgę wierności królowi, obiecując uroczyście, że nigdy nie uczynią "ani jawnie, ani skrycie" nic, co przyniosłoby szkodę królowi, jego rodzinie i jego państwu. Szczególnie Zakon Rycerzy Chrystusa zasłużył się w budowie potęgi morskiej i kolonialnej Portugalii. Wielki mistrz zakonu, sławny książę Henryk Żeglarz, mógł z ogromnych dochodów zakonnych finansować wyprawy odkrywcze wzdłuż brzegów Afryki i rozbudowywać flotę portugalską. W połowie XV wieku papież Kalikst III przekazał zakonowi Rycerzy Chrystusa całą władzę kościelną w koloniach portugalskich Afryki i Azji. Sto lat później zakon następców templariuszy stał u szczytu potęgi. Posiadłości jego, zorganizowane w 450 komandorii, przynosiły kolosalne zyski. W 1551 roku papież zezwolił królowi Janowi III Pobożnemu zjednoczyć urząd wielkiego mistrza zakonu z koroną portugalską, miał być to tytuł dziedziczny. Odtąd też zakon Rycerzy Chrystusa coraz bardziej przekształcał się w organizację honorową, której członkami byli ludzie zasłużeni dla monarchii.
W 1918 portugalska część zakonu została przekształcona przez nowy republikański rząd w order świecki, który stał się wysokim odznaczeniem Republiki Portugalii.
Order Chrystusa posiada pięć klas:
Krzyż Wielki (Grã-Cruzes)
Wielki Oficer (Grande-Oficial)
Komandor (Comendador)
Oficer (Oficial)
Kawaler (Cavaleiro)
Jest jeszcze jeden wątek dotyczący Templariuszy. Trudno mi powiedzieć ile w tym legendy, a ile prawdy, ale jest ciekawy, więc go tu przytoczę. Wiąże się on bezpośrednio z legendą wywiezienia skarbów Templariuszy, przed samym ich aresztowaniem do Szkocji na kilku statkach. Szkocki Książę Robert Bruce pokonał właśnie Anglików i koronował się na króla, mimo klątwy rzuconej na niego i jego kraj przez papieża, i osamotniona Szkocja podobno z otwartymi rękami przyjęła uciekinierów przed prześladowaniami. Mieli oni w zamian za przyjęcie, wesprzeć Szkotów militarnie w ich niepodległościowych ambicjach. Szczególną opieką otoczył Templariuszy klan Sinclaire’ów. Henry Sinclaire wraz z Templariuszami zorganizował szereg wypraw morskich do lądu uprzednio już odwiedzanego przez Wikingów. Uważa się, że Templariusze wspierani przez Szkotów do końca XIV w. dokładnie spenetrowali wschodnie wybrzeże kontynentu, który oficjalnie nie istniał na mapach i jak głosi legenda założyli tam swoją kolonię. W słynnej kaplicy Rosslyn, która należała do dóbr Sinclaire’ów wśród kamiennych ozdób można znaleźć i takie, które przedstawiają kukurydzę i aloes, przywiezione do Europy dopiero przez Kolumba pół wieku później. Po śmierci Henry Sinclaire’a, jego córka poślubiła Johna Drummonda – przedstawiciela jednej z najlepszych szkockich rodzin. Poszukujący przygód małżonkowie wyjechali na Maderę, gdzie osiedli na stałe.
Maderą w imieniu Zakonu Rycerzy Chrystusa rządziła wówczas genueńska rodzina Perestrellos, która nie tylko dobrze przyjęła przybyszów ze Szkocji, ale także połączyła się z nimi więzami rodzinnymi poprzez małżeństwa ich dzieci. Z tych związków przyszła na świat Felipa Perestrello i jako młoda panna, niezwykłym zbiegiem okoliczności, na jednej z niedzielnych mszy w Lizbonie poznała niejakiego Krzysztofa Kolumba, który przypadkiem tak jak i jej rodzina, również pochodził z Genui. Młoda para i w jednej chwili zapałała do siebie wielką miłością, która została przypieczętowana węzłem małżeńskim. Felipa Perestrello wniosła Kolumbowi w posagu kufer pełen map, z których korzystali jej dziadowie w wyprawach na drugą stronę Atlantyku, na kontynent, który wciąż nie był oficjalnie odkryty! I nie były to tylko mapy Henry Sinclaire’a, ale także mapy morskie portugalskich Rycerzy Chrystusa.

Kolumb mając mapy, niezwłocznie zorganizował wyprawę ogłaszając, że wybiera się na poszukiwanie nowej drogi do Indii. Jednak bez problemu można dostrzec, że prawdziwe intencje żeglarza mogłyby być zgoła inne. Na statki jako towar, którym miano handlować w Indiach i Chinach, załadowano paciorki i lusterka, które z całą pewnością nie były atrakcyjnym towarem w dalekiej i rozwiniętej cywilizacyjnie Azji. I tak trzy okręty Kolumba popłynęły na zachód, w stronę nieznanego dotąd kontynentu. Na żaglach wymalowane miały wielkie czerwone krzyże Templariuszy, wskazujące, że ich Kolumb odkrył Amerykę, jednak rycerzy nigdy nie spotkał, mimo, że próbował przez ponad 30 lat... Ale Indianie witający kolejne wyprawy i konkwisty, nie byli zdziwieni białym kolorem skóry przybyszów zza morza. Wśród Indian funkcjonowała wtedy legenda, o białym bogu, który przybył na ich kontynent, by nauczyć ich uprawy roli, rzemiosła, pisma i wielu innych pożytecznych umiejętności. Został jednak podstępnie wygnany, ale obiecał, że powróci. Bóg ten, według legendy oczywiście, miał używać znaku krzyża. Mogą nasuwać się tu także zwyczaje i wierzenia niektórych cywilizacji nowo odkrytego kontynentu, zbieżne z europejskimi, na przykład to, że bogom Majów służyli mnisi, a Inkowie praktykowali spowiedź, posty, modlitwy i pokutę. Tak więc legendy te ułatwiły w pewnym stopniu podbój Indian przez Europejczyków i przyczyniły się do zagłady ich kultury.

